Układ okresowy wina
Wiele czasu na zabawę na ostatniej konferencji EWBC w Turcji poświęcono wymowie konkurencyjnej. W szczególności wszyscy nie-tureccy mówcy próbowali prześcignąć się nawzajem, deklamując „Öküzgözü” i „Boğazkere”, dwie z trzech wybitnych rodzimych odmian winorośli, które wszyscy tam odkryliśmy.
Prawdę mówiąc, niewielu odniosło sukces (zawsze miły Charles Metcalfe był najbliżej, ale potem dorósł, owijając językiem kłamcę Schuberta). Jeśli kiedykolwiek stanie się to sportem olimpijskim, wśród innych odmian, z którymi będziemy musieli trenować, będą to węgierscy Cserszegi Fűszeres, Királyeányka lub Zalagyöngye, rumuńska Fetească Regală lub Zghihară de Huşi, portugalski Donzelinho lub Fernão Pires, grecki Xynomitavro lub Agiorgiko. Kataloński Xarello, włoski Sciascinoso i Gruziński Mtsvane Kakhuri.
Właściwie to nie jest żart. Ilekroć konsumenci są pytani o kupowanie kijów, odmiany oferują ofertę promocyjną, kolor i markę dla najwyższego slotu. Co najmniej połowa odmian, które wymieniłem powyżej, ma wysoki potencjał jakościowy - jednak umieszczenie nazwy odmiany na etykiecie może odstraszać kupujących. Szansa, że „zwykli” pijący spoza odpowiedniej grupy językowej radośnie zażądają wina, używając tej nazwy odmiany, wynosi zero. Te odmiany wyruszyły w świat skrępowany nazewnictwem.
Co więcej, trudności z wymową mogą nie tylko uniemożliwić konsumentom dostęp do pięknych win, ale mogą nawet powstrzymać ewolucję terroir. Fetească Regală może być idealną odmianą dla niektórych wyróżniających się miejsc produkujących białe wino w stanie Waszyngton. Xynomavro może być tym, na co czekały bardziej wapienne sektory McLaren Vale. Jednak z takimi nazwiskami nigdy się nie dowiemy. Nikt nigdy nie zasadzi odmiany o niezbywalnej nazwie.
Ten problem wykracza daleko poza trudności odmianowe. Spędziwszy pewną ilość czasu w australijskich sklepach z butelkami i rozmawiając z australijskimi pijaczami wina w 2009 i 2010 roku, stało się dla mnie oczywiste, że wielu australijskich pijących wino unikało kupowania win europejskich z żadnego innego powodu, jak tylko dlatego, że nie lubili prób wymawiać w ogóle nieanglojęzyczne nazwy, ze strachu, że źle je zrozumiem i zabrzmi głupio. To także jest głównym czynnikiem sukcesu win produkowanych w krajach anglojęzycznych na rynku brytyjskim, a prawdopodobnie także amerykańskim. Wymowa największego regionu produkującego wino w Nowej Zelandii będzie wyzwaniem dla wszystkich burgundzkich nazw, którzy nie mówią po angielsku, są dużym wyzwaniem dla tych, którzy dorastali w języku mandaryńskim. Kiedy w końcu dotrę do Chin, aby odwiedzić ich regiony winiarskie, bez wątpienia zrobię okropny hasz z ich nazw. Wymowa i „czytelność” w najszerszym znaczeniu to gigantyczna przeszkoda w światowym handlu winem.
Czy są jakieś rozwiązania? Cserszegi Fűszeres był znany (przez Hilltop Neszmély) reklamowany jako „The Unpronounceable Grape”, ale bez wątpienia jest to znak firmowy i sztuczka, którą można zagrać tylko raz. Od czasu do czasu bawiłem się pomysłem stworzenia czegoś w rodzaju układu okresowego dla odmian winorośli lub, bardziej ogólnie, skracania nazw odmian do 1-, 2- lub 3-literowego kodu w taki sposób, że pierwiastki chemiczne (lub lotniska) są skrócone. Mieszanki można następnie opisywać jak wzory chemiczne (więc Lafleur 2009 byłby nabłyszczany M3CFdwa, Poppies CS Petera Michaela 200933CFjedenaścieM5PV1oraz Crianza Rioja 2009 z CVNE T4sol1CG1). Cserszegi Fűszeres staje się wtedy słodko prostym CSF, a Öküzgözü staje się sympatycznym OK. OIV mogłaby odpowiadać za tworzenie i administrowanie kodami. Przyznaję, że taki schemat może wydawać się afektywnie odstraszający, ale nie ma w nim żadnych teoretycznych przeszkód i pewnego dnia może stać się przydatnym kodem wstecznej etykiety.
Liczby to inne wyjście z impasu: w przeciwieństwie do słów i imion, cyfry są uniwersalne. Każdej odmianie można by nadać „numer V” zgodnie z europejskimi kodami dodatków do żywności (słynne „cyfry E”). Oczywiście kombinacje liczbowe bardzo szybko stają się męcząco złożone, aw naszej erze cyfrowej większość ludzi i tak ma w życiu zbyt wiele liczb, by je zapamiętać. Liczbom też brakuje emocjonalnego uroku.
Ostatecznym rozwiązaniem byłaby próba ponownego chrztu najbardziej wymagających nazw odmian winogron. Osobiście byłbym jednak temu przeciwny: wydaje się to kulturowym defetyzmem i skutkowałoby schmaltzem. Nazwy krzyży i mieszańców są już wystarczająco złe. Optima i Regent brzmią jak płyn do mycia naczyń.
Zresztą na razie nie ma alternatywy dla zmagania się z najdziwniejszymi spółgłoskami i sylabami świata wina. Przynajmniej kieliszek wina ułatwia to, co udowodniliśmy w Turcji.
Napisane przez Andrew Jefforda











