Główny Inny Decanter Man of the Year: Aubert de Villaine...

Decanter Man of the Year: Aubert de Villaine...

  • Karafka Człowieka Roku

Aubert de Villaine, pierwszy człowiek roku z Burgundii, podkreśla, że ​​jest raczej strażnikiem niż twórcą najbardziej szanowanego wina w regionie. Stephen brook chwali swoje osiągnięcia

Kiedy Aubert de Villaine po raz pierwszy usłyszał o tej nagrodzie, w pierwszym odruchu chciał jej odmówić. Ma to całkowicie charakter, ponieważ nie jest on człowiekiem, który zabiegałby o osobiste uznanie. Po krótkim skręceniu ręki zmienił zdanie i został pierwszym Burgundzkim Człowiekiem Roku.

Wiele się mówi o pokorze i skromności de Villaine'a, wiele z tego jest prawdą. Jednak nie ustępuje i chętnie spełnia swoją rolę publicznej twarzy Domaine de la Romanée-Conti. Jego pokora polega na tym, że widzi siebie jedynie jako ostatniego kustosza tej niezwykłej posiadłości, twierdząc, że jej wyróżnienie musi zawsze wynikać z jakości jej win, a nie z osobowości jej właścicieli.

Widzi siebie jako sługę domeny, ale także jej przedstawiciela, na degustacjach na całym świecie i na innych imprezach. Nie mógł też doprowadzić domeny do jej niekwestionowanej, bliskiej doskonałości pozycji bez silnej woli i determinacji, że zarówno ona, jak i jej wina muszą zawsze wyróżniać się.

Bling, jak można wyczuć, byłby dla niego niesmaczny. Ubrany na co dzień w sztruksy i tweedy, wygląda, jakby właśnie wrócił z wyprowadzania psów. Domowe biura są zagracone, a nawet odrapane. Wielkie gesty i nieustanna zabawa Bordelais to zdecydowanie nie w jego stylu. Ale z drugiej strony niewielu Burgundów szuka lub cieszy się blaskiem reflektorów, więc w swoim rodzinnym regionie czuje się jak w domu.

Domaine od wielu dziesięcioleci jest współwłasnością dwóch rodzin: de Villaines i Leroys. Dorastając na wsi we Francji, jako członek rodziny rolników i bankierów, młody Aubert nie był wcale pewien, czy w końcu przejdzie na prowadzenie domeny. Jego dziadek finansował go z dochodów z gospodarstw rolnych, które posiadał w Allierze, a następnie jego ojciec zarządzał nim między innymi, głównymi zajęciami.

De Villaine wspomina, że ​​chociaż domena „nie była dochodowym biznesem”, to właśnie to zajęło jego ojcu większość czasu. W końcu musiał sprzedać swoje gospodarstwa, aby zapłacić podatek od spadków. „Byłem jednym z sześciorga dzieci i zapewniam cię, że nie prowadziliśmy życia w luksusie”. Przyszłość była niepewna. „Zajmowałem się innymi zainteresowaniami, studiowałem literaturę i prawo, a następnie pojechałem do Nowego Jorku, aby pracować dla rodziny Wildmanów, która była agentami dla prawie wszystkich ważnych domen burgundzkich”.

Podczas pobytu w Ameryce podróżował do Kalifornii i spotkał się z wieloma ważnymi postaciami w rodzącym się przemyśle winiarskim. La Revue du Vin de France zleciła mu napisanie dwóch artykułów o nieznanej wówczas kalifornijskiej scenie winiarskiej, więc udał się na wywiad z Robertem Mondavim, dwa lata przed założeniem jego winnicy Napa w 1966 roku.

„To dlatego, że byłem jednym z nielicznych francuskich producentów wina znających Kalifornię, w 1976 roku Steven Spurrier zaprosił mnie do udziału w degustacji Judgement of Paris. Będąc w Ameryce, moje zainteresowanie winem wzrosło, więc zapytałem ojca, czy mógłbym przyjechać do domeny jako praktykant.

Dillon opuszcza y & r

Zgodził się, więc w 1964 roku przyłapałem się na przycinaniu winorośli, jeżdżeniu traktorami, zamiataniu dziedzińca, układaniu beczek - wszystko, co należało zrobić. Pracowałem również dla Maison Leroy, gdzie dowiedziałem się więcej o biznesowej stronie handlu winem ”.

Wkrótce po ślubie de Villaine'a w 1971 roku zaczął szukać małej posiadłości i domu. Znalazł posiadłość na Lazurowym Wybrzeżu w Bouzeron, którą on i jego żona kupili w 1973 r. „Była bardzo zaniedbana, dlatego mogliśmy sobie pozwolić, aby ożywienie winnic zajęło kilka lat”. Pozostaje jego domem.

Wydaje się dziwne, że de Villaine prowadzi nieruchomość złożoną w całości z grands crus, a jednocześnie produkuje pod własnym nazwiskiem jedną z najskromniejszych ze wszystkich burgundzkich nazw, Aligoté de Bouzeron. Ale pasjonowało go wino i jego lokalna historia, i odegrał kluczową rolę w zapewnieniu mu statusu AC w ​​1979 roku. Lubi dychotomię: „Lubię funkcjonować w dwóch różnych światach i uważam, że wzajemnie się wzbogacają”.

Złej krwi

W 1974 roku on i Lalou Bize-Leroy zostali mianowani współdyrektorami Domaine de la Romanée-Conti, chociaż poprzednie pokolenie nadal czuwało nad majątkiem. Zdawali sobie sprawę, że posiadłość przechodziła przez zły okres: było kilka słabych roczników, zbiory były czasami zbyt wysokie i nie zawsze produkowali znakomite wina.

„Jednym z moich zajęć jako praktykanta było zbadanie archiwów domeny w Paryżu i Dijon. To zadanie naprawdę otworzyło mi oczy na jego niezwykłą historię. Dowiedziałem się o naszych terroirach i zdumiewającym ludzkim geniuszu, który je opracował i zdefiniował. Uświadomiłam sobie, że wspaniała nazwa domeny zostałaby zniweczona, gdyby wina nie odzwierciedlały niesamowitej jakości naszych terroirów. ”

Chociaż on i Bize-Leroy mieli później spektakularny konflikt, zgodzili się co do potrzeby rewitalizacji domeny. Posiadłość nigdy nie stosowała herbicydów, ale położyła kres stosowaniu nawozów iw 1977 roku nabyła pierwszy stół do sortowania w Burgundii. Byli również przekonani, że posiadłość powinna być uprawiana metodami ekologicznymi, chociaż dopiero w 1986 roku przekonali pracowników osiedla do zaakceptowania zmiany.

wino porto 20-letnie?

We wczesnych latach 90. spory dotyczące komercyjnego traktowania win domaine doprowadziły do ​​procesów sądowych, których kulminacją było odejście Bize-Leroy w 1992 r. Już wtedy zakładała własną posiadłość (również potencjalne źródło konfliktu z de Villaine). , którą z powodzeniem prowadzi do dziś. Chociaż przestała być zaangażowana w prowadzenie domeny, jej rodzina zachowuje swój udział we własności.

W międzyczasie jakość wina z domeny stawała się coraz bardziej spójna. Rok 1983 wzbudził wiele kontrowersji - przez niektórych uznany, przez innych odrzucony - ale od późnych lat osiemdziesiątych jakość jest nienaganna. Można to w dużej mierze przypisać nieubłaganemu dążeniu de Villaine do poprawy uprawy winorośli. Samo wytwarzanie wina zawsze było niczym niezwykłym: częściowe odszypułkowanie w niektórych rocznikach, w żadnym w innych, powolna fermentacja w drewnianych kadziach, po której następowała spokojna fermentacja jabłkowo-mlekowa i długie dojrzewanie w nowych dębowych beczkach.

Matka przełożona

De Villaine wiedział, że wielkość win została oparta na jakości materiału roślinnego, który opierał się na starożytnych selekcjach, znanych jako Pinot Noir Fin, które istniały w winnicy Romanée-Conti do czasu ponownego zasadzenia w 1947 roku. Chciał zachować to dziedzictwo i poświęcił się pogoni za Pinot Noir Fin.

Jeden czynnik skomplikował zadanie.

Domena mogła wybrać wizualnie najbardziej obiecujące „matczyne” winorośle - te z małymi jagodami i kiściami, dające niskie plony. Ale wiele z tych winorośli było zarażonych, co można było ustalić jedynie poprzez zbadanie drewna w laboratorium w Colmar. Można było przeanalizować setki winorośli, przy znacznych kosztach, czasami bez wykrycia ani jednej wolnej od wirusów winorośli. Postęp od 1991 r. Był powolny, a de Villaine niedawno utworzył stowarzyszenie z 40 domenami burgundzkimi, które podzielały jego cel.

Przyspieszyłoby to selekcję matek winorośli Pinot Noir Fin i ograniczyłoby koszty. Wybrane odmiany będą rozmnażane, a następnie sadzone na najlepszych terroirach. „Jeśli uda nam się to osiągnąć, to nie ma powodu, dla którego uprawy winorośli nie mieliby produkować doskonałego wina” - mówi de Villaine.

Od 1997 roku eksperymentował również z nasadzeniami o dużym zagęszczeniu 14 000 winorośli na hektar, mając nadzieję, że konkurujące winorośle wyślą swoje korzenie głęboko w ziemię, aby wydobyć pożywienie, a tym samym smak. „Nasze mikrowinifikacje dały doskonałe wina, ale różnica między gęstością a zwykłymi nasadzeniami nie była aż tak znacząca. Więc nie jest to coś, do czego prawdopodobnie będziemy dążyć - chociaż nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość ”.

Po latach prób de Villaine ostatecznie przekształcił całą domenę w biodynamizm, choć bez fanfar. „Obawiam się naziemnych wyjaśnień metod biodynamicznych, ale uważam, że system zmusza nas do dokładniejszej obserwacji winnic. Jestem zadowolony z systemu, chociaż chciałbym zmniejszyć ilość używanego przez nas siarczanu miedzi. Ale nadal musimy walczyć z chorobami, które atakują nasze winorośle w mokrych latach.

Toczy się wiele dyskusji na temat tego, czy organiczne rolnictwo biodynamiczne rzeczywiście daje lepsze wino. Wierzę, że te praktyki pozwalają nam tworzyć lepsze wina - wina o większej finezji i złożoności. Pozwalają nam również osiągnąć niskie plony, które są kluczowe bez uciekania się, z wyjątkiem ostateczności, do zielonych zbiorów ”.

Dzielenie się bogactwem

De Villaine bardzo szanuje tradycję i ciężar historii spoczywający na jego barkach, ale jest całkowicie otwarty na nowe technologie, o ile służy winu, a nie manipuluje nim lub zniekształca. „Podczas naszych prób biodynamicznych kupiliśmy konia Mickey do zaorania niektórych naszych winnic, ponieważ obawialiśmy się, że traktory ugniatają glebę. Kopyta mają znacznie lżejszy dotyk.

Piękno jest też widzieć konia, który powoli orze winnicę. Ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma sensu wracać do tradycyjnych traktorów do innych prac w winnicy, takich jak opryski. Dlatego zaprojektowaliśmy znacznie lżejszy ciągnik zgodnie z naszymi własnymi specyfikacjami, który nie zagęszcza gleby. Możesz więc zobaczyć, jak powrót do tradycji ostatecznie doprowadził nas do lepszej nowej technologii ”.

Mimo całej swojej skromności de Villaine produkuje jedne z najdroższych win na świecie, z których wiele jest wybieranych przez kolekcjonerów, a nie przez pijących, nie wspominając o „alkoholikach etykietowych”. „Moglibyśmy podwoić cenę naszych Montrachet lub La Tâche i nadal sprzedawalibyśmy każdego roku. Chcemy, aby przynajmniej część naszych win była przystępna cenowo dla miłośników wspaniałego Burgundii, ale gdyby były za niskie, byłyby kupowane i odsprzedawane przez spekulantów. Jeśli chodzi o „osoby pijące etykiety”, 20 lat temu ludzie patrzyli z góry na Japończyków z tego powodu. Ale dziś są znanymi i wyrafinowanymi miłośnikami wina.

Każdy nowy rynek przechodzi przez tę fazę. Musimy zaakceptować, że zawsze znajdzie się odsetek superbogatych ludzi, którzy kupują wina tylko ze względu na status, ale wciąż musimy dostarczać te wina coraz większej liczbie ludzi, którzy doceniają ich jakość. Dlatego bardzo uważamy, aby kontrolować dystrybucję tak bardzo, jak to tylko możliwe, aby mieć całkowitą pewność, że wina trafią we właściwe ręce.

odważne i piękne spoliery

„Chcę, żebyśmy byli otwarci na nowe rynki. Niedawno odwiedziłem Chiny, chociaż sprzedajemy tam tylko kilka skrzynek. Musimy poznać region, który będzie miał coraz większe znaczenie. Naszym problemem jest konieczność zmiany istniejących przydziałów w celu dostarczania win na te nietradycyjne rynki. ”

Wina Domaine cieszą się popularnością od 20 lat, ale pojawiły się głosy krytyki. Wine Spectator potępił rocznik 1983 jako skażony zgnilizną. Brytyjski pisarz winiarski Monty Waldin opisał Echézeaux i Richebourg jako „uparcie przeciętne”. De Villaine nie przeszkadza. „To, jak zareaguję na krytykę, zależy w dużej mierze od jej źródła. Jeśli szanowany degustator mówi mi, że mogliśmy zrobić lepiej z pewnym winem lub określonym rocznikiem, muszę potraktować to poważnie. Ale ogólne potępienie wydaje mi się przesadne, więc się o to nie martwię ”.

Ta wysoka, szczupła, pracowita postać, przemyślana i elokwentna, pozostaje głęboko zaangażowana w świat wina, nie tylko w Burgundii. Od wielu lat jest partnerem Jacquesa Seyssesa z Domaine Dujac w posiadłości Triennes w Prowansji, choć obecnie jest bardziej śpiącym partnerem.

Wraz z kuzynem swojej żony Larrym Hyde, szanowanym hodowcą w Carneros, produkuje szereg win Napa pod marką HdV. Wraz ze swoim siostrzeńcem nadal zarządza posiadłością Bouzeron i był na czele kampanii mającej na celu zachowanie opactwa benedyktynów w St Vivant, ponieważ domena zajmuje dawne piwnice w Vosne-Romanée.

Jest zaangażowany w coroczny festiwal muzyczny odbywający się w Clos Vougeot i stoi na czele kampanii mającej na celu uznanie Wybrzeża Wybrzeża przez UNESCO za Listę Światowego Dziedzictwa.

To z pewnością najbardziej niekontrowersyjny wybór na Człowieka Roku. Na uhonorowanie zasługuje nie tylko jego osiągnięcia w domenie, ale także jego całkowita uczciwość i chęć zaangażowania się w szerszą społeczność.

Jeśli wina domeny nieuchronnie trafiają do elitarnej niszy, sam de Villaine odmawia udziału w elitarnej grze i chętnie łączy się z innymi uznanymi lub nieznanymi producentami burgundzkimi, którzy ponad wszystko podzielają jego przywiązanie do jakości.

Trudno wyobrazić sobie właściciela, który cieszy się większym szacunkiem i przywiązaniem do innych hodowców - a zwłaszcza przez całe młodsze pokolenie typowe dla Seysses w Dujac, którego syn, nieprzypadkowo, nazywa się Aubert - i nieliczni szczęśliwcy którzy mogą delektować się tymi eterycznymi, ale głębokimi winami.

Napisane przez Stephena Brook

Ciekawe Artykuły